Paula & Maciek

      Marzenia

      Są takie słowa, na które z ust cieknie mi przysłowiowa ślinka. Marzeniami mogą być ciepłe pączki z nadzieniem kinder bueno, rafaello i jeszcze kotlety mielone mojej babci.  Ach, jest jeszcze jedno, choć pewnie jest jeszcze więcej niż jedno, ale nie szukacie w tym tekście fragmentów moich kulinarnych fetyszy, a chcecie poczytać o ślubach. Tak więc wracając do cieknącej ślinki z pewnością warto dodać do całej puli słowa Folwark Ruchenka.

      Oddech

      Samo miejsce urosło wręcz do rangi marzenia dla wielu z nas, fotografów-rzemieślników, którzy zaczynali swoje ślubne podboje w różnych mniej lub bardziej atrakcyjnych wizualnie miejscach. Trudno się temu dziwić. Będąc na miejscu ma się wrażenie, że nad całością pracował sztab ludzi, począwszy od architektów, przez stylistów i dekoratorów wnętrz. Fajne jest też to, że Lena oraz Marcin, czyli właściciele wspomnianego wcześniej folwarku mają konkretną filozofię życia, która jest wyczuwalna w każdym przedmiocie, który się tam znajduje. Reasumując, ta przestrzeń wymiata, a ja byłem najszczęśliwszym facetem na świecie, czytając maila od Pauli i Maćka, czyli państwa młodych, którzy zdecydowali się, abym to ja wykonał zdjęcia na ich ślubie.

      Śmiech

      Jest niedziela. Znakomita większość gości weselnych w Polsce ma kaca. W końcu kto robi wesele w niedzielę? Tutaj jest inaczej, ponieważ ludzie dopiero przybywają na miejsce dzisiejszego wydarzenia, gdzie po szybkim przywitaniu z parą młodą rozchodzą się gdzieś po zacienionych zakamarkach obiektu. Właściwie wcale im się nie dziwię. Termometr wskazuje trzydzieści pięć stopni Celcjusza. Wg mnie na zewnątrz jest mniej więcej osiem tysięcy stopni, ale mogę nieznacznie się mylić. Jednym słowem żar leje się z nieba.

      Całość przybiera coraz bardziej wyraźnych kształtów. Od czasu do czasu przez stodołę, w której za kilka godzin odbędzie się wesele, przechadzają się koty, jakby chciały na bieżąco kontrolować postęp prac, a w razie opóźnień pospiesznie zameldować o wszystkim swoim zwierzchnikom. Panie się malują, a panowie ubierają wnętrze kwiatami, ot takie równouprawnienie.

      Teraz to już nie wiem, czy warto coś jeszcze dodawać. Że super było? I swojsko? A może, że jak dziadek Maćka składał mu życzenia to płakałem, bo wydawało mi się to w tamtej chwili nad wyraz piękne? Czy Wy też czujecie czasem fałsz sprzedawanych Wam uśmiechów? Gdybyście tam byli, to byście takich nie czuli, mówię Wam.  A tak, nie czuliście, boście tam nie byli i zostają Wam tylko te zdjęcia.