Renia & Szymon

      POZORY

      Czasem odnoszę wrażenie, że suknia ślubna i garnitur usztywniają, a moje pary wytracają na sesjach plenerowych ten luz, którego mogłem doświaczyć na sesji miłosnej, jeszcze przed ślubem. Właściwie jestem w stanie to zrozumieć. Chociaż na własny ślub wypada mieć dobrze dopasowany garnitur, a taki przecież musi dobrze przylegać, więc jak tutaj być swobodnym? Z suknią jest jeszcze gorzej. Nawet jeśli zostanie w szafie na pamiątkę to jak tak można ją zniszczyć po ślubie spełniając wszelakie zachcianki kolesia z aparatem?

      PAŁAC

      W miejscowości Jabłonna, niedaleko Warszawy jest pałac. Dookoła niego mnóstwo zieleni, jak to w okolicach pałaców. Renia z Szymonem trochę się spóźnili. Im wolno. Ja tam wolę być choć chwilę przed moimi parami. Mam czas zrobić szybki obchód po miejscówce, zobaczyć gdzie fajnie rozkłada się światło, albo po prostu napić się kawy, a w tamtym pałacu kawa jest niezła.

      UŚMIECH

      Chodzi o to, że muszę przyznać, iż zwyczajnie byłem na siebie zły. Powód był taki, że zupełnie nie rozczytałem moich zakochańców. Najwyraźniej zrobiłem duże uproszczenie, a na plenerze reguralnie rozdziawiałem gębę. Czasem przeklinałem. Mam tak na przykład, gdy ktoś wysiada z auta jako teoretycznie nieobeznany w obrządku bycia fotografowanym, a po kwadransie przed obiektywem pracuje jakby pół życia spędził na planie filmowym. Jeżeli spodziewaliście się nadmiernych ochów i achów na temat pary, albo miejsca, albo tej kawy wspomnianej na początku, to bardzo Was przepraszam. Nic z tego. Po prostu lubię wracać po pracy do domu, uśmiechając się sam do siebie, że to było coś, bo czasem wcale się tak nie uśmiecham, ale wtedy się uśmiechałem.