Zosia & Krystian

      Kiedy spotykasz na swojej drodze dwoje tak wspaniałych i zakochanych w sobie ludzi, jak Zosia i Krystian, samemu chcesz kochać jeszcze mocniej, jeszcze bardziej! Od pierwszego spotkania w jednej z warszawskich, przytulnych kawiarnii czułem, że mam przed sobą dwie bratnie dusze. Dziękuję Wam kochani z całego serca, że mogłem stać się częścią Waszej historii. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec naszych wspólnych przygód!

      Zapraszam do oglądania jednego dnia z życia Zosi i Krystiana.

      ULICA ANIELEWICZA

      Ten dzień rozpoczął się bardzo wcześnie, choć nie ruszałem się z Warszawy. Po prostu uwielbiam pracować na przygotowaniach od samego początku. Lubię mieć ten luz i zapas czasu, żeby wypić z Wami filiżankę aromatycznej kawy, pogadać o bzdurach. Staję się wtedy członkiem rodziny, dzięki czemu mogę swobodnie robić swoje. Miejsce, w którym mieszkają Krystian wraz z Zosią, należało wcześniej do jej babci. Jest piękne, wysokie i jasne. Urzeka swoją prostotą.

      URSYNOWSKI GĄSZCZ

      Drugim miejscem, do którego się udaję jest dom, w którym dorastała Zosia. Na Ursynowie jest chłodniej niż w centrum Warszawy. Tam jednak czas znacząco przyśpiesza. W mieszkaniu jest tłoczno i gwarno. Uwielbiam taki scenariusz. Dużo postaci i jeszcze więcej wydarzeń do uchwycenia. Osoby krzątające się po bliżej nieznanych trajektoriach. Wszystko to przypomina mrowisko, którego planu nie mam prawa odgadnąć. Nie ma czasu się rozpisywać. Trzeba jechać do kościoła.

      Dominikanie na Freta. Bywam tu regularnie. Zawsze marzyłem o sfotografowaniu ślubu w tym kościele. Na ulicy co kilka chwil pojawia się kolejna grupka gości weselnych. Szerokie uśmiechy. Mocne, niemal odczuwalne przeze mnie uściski dłoni. Piękne widoki.

      Może otrę się o reklamę, ale jeśli macie brać ślub to zróbcie to u Dominikanów. Nie ma miejsc, w których służą mądrzejsi ludzie. Kazanie jest długie, wsłuchuje się w nie. Mówi o rzeczach mi bliskich. Tym razem beczy Krystian. Powiedzieli sobie symboliczne „tak!” w obecności rodziny i najbliższych przyjaciół, by następnie świętować z nimi w kultowym miejscu na Żoliborzu – Forcie Sokolnickiego.  Życzę samemu sobie jak najwięcej podobnych do tego miejsc. Wyborne jedzenie, detale na sali, o które osobiście zadbali państwo młodzi. Muzyka, która nie dawała złapać tchu. Teraz rozumiecie? 😉